News

Czy warto kupić używany samochód elektryczny?

Zapis rozmowy, w której przedstawiciele Elocity - Jakub Mikołajuk i Michał Baranowski rozmawiają o wadach i zaletach elektromobilności.

Czy warto kupić używany samochód elektryczny?

samochód elektryczny, Jakub Mikołajuk, Naładowani TV

[Jakub Mikołajuk] Jesteś właścicielem hybrydy typu plug-in, czyli takiego auta, które można naładować i jeździć na samym prądzie. O ilu lat jeździsz tym samochodem?

[Michał Baranowski] To jest mój piąty rok.

[JM] Piąty rok. Ile jesteś w stanie na tym prądzie przejechać?

[MB] To zależy od warunków atmosferycznych i oczywiście prędkości, ale przyjmijmy, że w mieście około 40/50 kilometrów.

[JM] 40-50 kilometrów. A kiedy go kupiłeś? Zasięgi wciąż są takie same?

[MB] Bardzo podobne. Jeśli pytasz o to, czy bateria się zestarzała, to odpowiedź brzmi: nie. Zasięgi są bardzo podobne do tych, jak na początku.

[JM] I tutaj przechodzimy do sedna dzisiejszego tematu, czyli rynku wtórnego aut elektrycznych. Z tego, co wiem, jest on coraz bogatszy i coraz więcej oferuje klientom...

[MB] To prawda. Pojawiają się samochody z rynku wtórnego, zwłaszcza hybrydy typu plug-in. Już widać ich nowych właścicieli w Polsce. Ewidentnie jest to ciekawy trend, bo to najczęściej właściciele hybryd typu plug-in przesiadają się następnie do stuprocentowych elektryków. Sporo aut elektrycznych sprowadza się z zagranicy, zwłaszcza z Holandii czy Belgii, gdzie te samochody wcześniej były dotowane przez rządy czy samorządy terytorialne w tych krajach. Właściciele przyzwyczaili się już do faktu, że trzeba je ładować, nauczyli się tego, a dzisiaj mają apetyt na więcej, czyli kupują sobie samochody z większymi zasięgami. 

[JM] Gdybyś porównał zainteresowanie do rynku tradycyjnych samochodów spalinowych - czy zainteresowanie używanymi elektrykami jest równie wielkie, jak i ch podaż?

[MB] Powoli buduje się popyt na samochody elektryczne nie tylko nowe, ale również używane. Oczywiście nie możemy dzisiaj powiedzieć, że jest on tak samo duży, jak na auta spalinowe, gdyż jeszcze większość naszych kierowców nie przekonana do aut elektrycznych. Zazwyczaj głównie dlatego, bo jeszcze nimi nie jeździli. Natomiast kierowcy, kupujący samochody elektryczne, wybierają je bardzo świadomie i to jest fajne. Ich wybór jest coraz większy, a jakość wyższa. 

[JM] Zastanawiam się czy kupiłbyś używany smartfon?

[MB] Nie, ale to chyba z innego powodu, niż samochód. Gdyby pytanie dotyczyło używanego auta, odpowiedziałbym tak.

[JM] Zmierzam do tego, że zarówno w samochodzie elektrycznym, jak i smartfonie występują baterie litowo-jonowe. Tak się składa, że używany smartfon, taki 2-3 letnie posiada już o wiele słabszą wydajność od nowego. Należy go częściej ładować, bateria wytrzymuje krócej. Pytanie, czy podobnie sytuacja wygląda z bateriami w samochodach elektrycznych?

[MB] Wróćmy do tematu smartfona. Nie kupiłbym używanego nie ze względu baterii, lecz faktu, iż korzystanie z niego zawsze zostawia za sobą jakiś ślad w internecie, a ja jestem mocno ostrożny, jeśli chodzi o cyberbezpieczeństwo. 

[JM] A co z kestią baterii?

[MB] Jeśli chodzi o baterię, to każdą można sprawdzić, to po pierwsze. Po drugie, ile lat mają dzisiaj samochody elektryczne, które sprzedawane są w Polsce? 3, 4 lata? Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż takie auto ma 5 lat gwarancji, pewien limit kilometrów, to w zasadzie to ryzyko mamy nieco z głowy. Zwłaszcza, że baterie w elektrykach mają bardzo często 8-letnią gwarancję.

[JM] To prawda, ale z drugiej strony, niektórzy producenci, jak np. Renault, wymagają miesięcznej opłaty za baterię. Zatem kupując auto używane, nowy nabywca przejmuje również tę opłatę.

[MB] Faktycznie tak kiedyś było. Jednak obecnie taki model nie jest już praktykowany. Ale zdarzały się sytuacje, że można było w Polsce kupić używane auto elektryczne marki Renault bez baterii. Trzeba ją było dokupić osobno już w Polsce, bądź wyleasingować.

[JM] No właśnie. Co możemy zatem zrobić, by nie tracić tej wydajności baterii? Jak możemy o nią zadbać, by - tak jak sam powiedziałeś na początku - jeździć takim samochodem około 5 lat bez utraty osiągów?

[MB] Przede wszystkim ładować ją z głową. Może faktycznie wcześniej o tych samochodach, jakie produkowano kilka lat temu, można było powiedzieć, że ich wydajność spadała, jeśli był ładowany jedynie na szybkich ładowarkach. Dzisiaj to się jednak zmieniło. Obecnie technologia już tak poszła do przodu, że praktycznie nie ma to już znaczenia, mimo, że dalej się o tym mówi. Takie są stereotypy. 

Jeżeli zaś rozsądnie ładujemy auto elektryczne, niezależnie czy w domu, czy na normalnej ładowarce, a od czasu do czasu podładujemy go na szybkiej, to nic złego nie powinno się wydarzyć. Przecież nie ma potrzeby, by codziennie ładować samochód na szybkiej ładowarce, zwłaszcza, że jeśli nie jest wykorzystywany w celach użytkowych, a prywatnych. Chociaż z drugiej strony, klientami Elocity często są firmy kurierskie. Ich samochody ładowane są nocą przy normalnym ładowaniu, więc też nie widzę takiego ryzyka, by mimo codziennej, dużej eksploatacji, można było taką baterię, mówiąc kolokwialnie, szybko "zajeździć".

[JM] Ubiegłeś moje kolejne pytanie. Ładowarki na prąd zmienny vs. szybkie i średnie. Czyli nie tylko sam sposób ładowania, ale jak rozumiem, jego źródło też ma wpływ na wydajność baterii? I jednak pomimo pewnych niedogodności, głównie czasowych, lepiej jest korzystać z tych wolniejszych ładowarek?

[MB] I tak, i nie. Spójrzmy na proces ładowania samochodu elektrycznego szybką ładowarką. Tutaj też ładowanie może skończyć się przy 80-ciu procentach lub mocno zwolnić właśnie po to, by zaoszczędzić baterię. By temperatura nie była już tak wysoka, by cały proces odpowiednio dobrze się zakończył, nie przegrzewając przy tym baterii i by w konsekwencji służyła użytkownikowi jak najdłużej. Ale nie zapominajmy przy tym o tej 8-letniej gwarancji. 

[JM] 8 lat gwarancji. OK. Ładowarka to jedna kwestia, natomiast w przypadku smartfonów, bardzo często powtarzano, że smartfona po naładowaniu należy odłączyć od ładowarki, by nie trzymać do długo podłączonego. Podejrzewam, że podobnie jest z ładowarkami samochodów elektrycznych? Nasuwa mi się jeszcze ptyanie o system, dzięki któremu sam proces ładowania może być realizowany zdalnie, bądź zatrzymany w chwili, kiedy bateria już się naładuje do końca. Rzeczywiście tak jest?

[MB] Tak, to jest funkcjonalność samej ładowarki. W momencie, kiedy samochód już się naładuje, to ładowarka przestaje podawać prąd. I faktycznie, system o tyle ma znaczenie z punktu widzenia biznesowego, iż istnieje możliwość poinformowania użytkownika o tym, że ładowanie zostało zakończone i poprosić go, by odłączył samochód od ładowarki. Głównie po to, by jej nie blokować i by ktoś inny mógł z niej następnie skorzystać. Natomiast, jeżeli auto ładowane jest z ładowarki pod domem, to faktycznie po naładowaniu baterii do pełna, odłączany jest prąd. Czyli wygląda to tak, jakbyśmy wyjęli ze smartfonę wtyczkę do ładowarki. 

[JM] Stacje ładowania robią to automatycznie.

[MB] Jeśli miałbym być skrupulatny i powiedzieć, jak to wygląda faktycznie, to musiałbym stwierdzić, że robi to samochód. Posiada on swoją ładowarkę pokładową, która odpowiada za zarządzanie ładowaniem.

[JM] Jeśli miałbyś w kilku słowach podsumować, na co zwracać uwagę bedąc początkującym użytkownikiem samochodu elektrycznego? W skrócie - co zrobić, by wydajność baterii była jak najlepsza, a zasięgi jak największe?

[MB] Przede wszystkim dbać o to, by samochód nie rozładowywał się do zera. Z drugiej strony ładować go prądem przemiennym, najczęściej normalnymi ładowarkami. I faktycznie nie przesadzać z tymi szybkimi ładowarkami. MIejmy również z tyłu głowy te osiem lat gwarancji.

[JM] No tak.... szybkie ładowarki są używane głównie w trasach, a jak powszechnie się sądzi, elektryczne samochody nie są stworzone do długich dystansów, lecz raczej do jazdy w mieście. Zatem z tymi szybkimi ładowarkami chyba rzeczywiście dotykamy bardziej hipotetycznych problemów niż faktycznych?

[MB] I to powiedział Jakub, który ostatnio pokonał elektrycznym Mustangiem trasę Warszawa - Olsztyn, Olsztyn - Warszawa.

[JM] To prawda, ale cóż... jak się testuje, to trzeba przetestować różne możliwości...

[MB] I dało się?

[JM] Dało. Powiem więcej - nie zabrakło prądu, przejechałem na jednym ładowaniu.

[MB] Jechałeś z prędkością 30 km/h?

[JM] Nie. Nieco szybciej. W mieście to była zupełnie inna jazda i co ciekawe, ten Mustang był naprawdę ekonomiczny, ponieważ mimo tej mocy czy przyspieszenia, udawało mi się zejść poniżej 15 kWh na 100 kilometrów. Natomiast w trasie, przy rozsądnej jeździe, było to poniżej 20 kWh. Zatem też dobrze.

[MB] Czyli 300 kilometrów zasięgu spokojnie?

[JM] Tak, tak. Ponad 300 kilometrów bez problemu. Oczywiście chciałem nieco potestować ten samochód, zatem zasięg zaczął w pewnej chwili mocno spadać.

[MB] Jak to się kiedyś mawiało w świecie spalinowym - turbo żyje, turbo pije.

[JM] Zgadza się. Wracając jednak do tematu rynku wtórnego. Co możemy dzisiaj doradzić osobom, które chciałyby kupić sobie używane auto elektryczne, a jak już wspomnieliśmy - tych aut jest coraz więcej? Na co jeszcze zwrócić uwagę, poza samym testem baterii?

[MB] Na to czy było serwisowane. Jeżeli jest gwarancja, to wszystko jest w porządku. Jednak ja bym jeszcze tutaj zwrócił uwagę, na fakt, jaki miał miejsce całkiem niedawno. Ostatnio zakończył się projekt "Innogy GO", czyli elektryczny carsharing. 500 BMW i3, który były do sprzedaży, rozeszło się jak przysłowiowe świeże, ciepłe bułeczki. Innymi słowy, ludzie po pierwsze przestali się już bać, że to auto elektryczne, a po drugie - chcią je mieć.

[JM] Pytanie, czy ich cena była tak atrakcyjna, czy po prostu sam fakt, że to auto elektryczne, zadziałało na ludzi jak magnes?

[MB] Jedno i drugie. Z punktu widzenia kupującego - kupno samochodu po carsharingu z pewnością nie jest autem pierwszego wyboru.

[JM] To prawda. To była pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy. Chodzi mi o to, że kupując jednak używane auto, które było eksploatowane przez nie wiadomo kogo i nie wiadomo, w jaki sposób, to zawsze jest jakieś ryzyko.

[MB] A tutaj na dodatek to auto carsheringowe, więc moża było "deptać, ile wlezie".

[JM] Fakt. Miałby lekką obawę przed zakupem takiego samochodu.

[MB] Miałbyś obawę, że sprzęgło jest spalone?

[JM] Akurat jak wiemy, w tym przypadku nie ma takiego problemu, natomiast zmierzam do tego, że mentalnie, jako społeczeństwo, wciąż jesteśmy na etapie eksploatacji aut spalinowych i zużywania się do nich części. Na ten świat elektryczy i jego zalety, musimy się po prostu przestawić.

[MB] Faktycznie, w aucie elektrycznym, takim, które jest używane bardzo dynamicznie, pierwsze zużywają się opony.

[JM] Które wciąż są zbyt głośne...

[MB] Tak można powiedzieć, bo faktycznie wielu dziennikarzy motoryzacyjnych, ale i zwykłych kierowców, którzy po raz pierwszy wsiedli do auta elektrycznego, zwracali uwagę na takie rzeczy, jak np. głośna praca zawieszenia. Po czym okazywało się, że praca zawieszenia jest tak samo głośna, jak w samochodzie spalinowym, natomiast nie ma innych dźwięków, dlatego tak zwraca w elektrykach uwagę.

[JM] I zwnou wracamy do rynku wtórnego. Załóżmy, że chcę kupić używanego elektryka. Wybrałem, wsiadam do niego, by się nim przejechać. Na co powinienem zwrócić uwagę?

[MB] Tak samo, jak w przypadku spalinowego, tylko tutaj odpada kilka czynności kontrolnych. Nie trzeba się też martwić o to, czy olej był zmieniany na czas, tego oleju po prostu nie ma. To, co jest wspólne dla samochodów elektrycznych, jak i konwencjonalnych, to zawieszenie. Układ hamulcowy jest już inny, bo więcej hamuje się poprzez odzyskiwanie energii. Z pozostałych elementów, warto zwrócić uwagę na klimatyzację, na to, czy jest zadbany. Specjalnych różnic nie widzę, poza faktem, że baterię należy już sprawdzić w autoryzowanym serwisie. Jednakże, jeśli z dokumentacji wynika, że auto było serwisowane, to pamiętajmy to tej długiej gwarancji. 

Oczywiście i w przypadku używanych aut elektrycznych zdarzają się spektakularne przypadki absurdalnie drogich napraw. Dotyczy to w wielu przypadkach wcześniejszych modeli pewnej amerykańskiej marki, gdzie niektórzy narzekają, że wymiana silników jest bardzo droga. Ale to jest jednak tzw. choroba wieku dziecięcego, natomiast przy samochodach kilkuletnich absolutnie bym się już o to nie martwił.

[JM] Z tego co się orientuję, że nawet jeżeli z baterią będzie jakiś problem, to nie ma konieczności jej wymiany, gdyż wystarczy wymienić same ogniwa...

[MB] Tak, to prawda. Wystarczy wymienić same ogniwa.

[JM] Czyli o wiele niższy koszt?

[MB] Zdecydowanie jest to o wiele niższy koszt. Ponadto te baterie zbudowane są modułowo, co oznacza, że poszczególne ogniwa można serwisować.

[JM] Jakbyś porównał wizytę w stacji diagnostycznej przy próbie zakupu samochodu spalinowego na rynku wtórnym z badaniem takiej baterii, to jak to wypada cenowo? O ile się różnie?

[MB] Muszę przyznać, że nie wiem. To są pewne czynności serwisowe, które są tak samo wyceniane, jak w przypadku auta spalinowego, czyli w przypadku autoryzowanych serwisów - będzie to pewnie zależeć od pracochłonności. Nie spodziewam się, by był to koszt większy niż 200-300 złotych. Taka diagnostyka nie zajmuje przecież dużo czasu. To podłączenie pod komputer i tyle. Jednak pamiętajmy przy tym, że istnieją też pewne czynności serwisowe aut elektrycznych, które polegają na balansowaniu baterii. Ten proces trwa już dłużej, bo nawet kilka godzin. I jest on zależny od baterii. Niektóre baterie starzeją się wolniej, inne szybciej. Najczęściej nie są to jednak ubytki rzędu kilkudziesięciu procent w skali kilku lat, tylko raczej kilkunastu. Zresztą gwarancje mówią o żywotności baterii na poziomie 80 czy 70 procent, w zależności od producenta. Zatem takie balansowanie też nieco ją odświeża i pozwala te kilka procent odzyskać. 

Przy autach kilkuletnich nie bałbym się ubytku baterii. Zadbałbym o sprawdzenie tego samochodu pod kątem ogólnej sprawności.

[JM] Wypadkowość. Często słyszy się, że auto elektryczne po poważniejszym wypadku jest praktycznie do kasacji?

[MB] Tak powinno być z każdym samochodem, że po poważniejszym wypadku zostanie przeznaczony do kasacji. Natomiast w przypadku aut elektrycznych istnieje ryzyko, że przy pomocnym zderzeniu może zostać uszkodzona struktura baterii i auto się zapali. A jeśli to tego dojdzie, to z pewnością będzie do kasacji. Istnieją już odpowiednie procedury, pozwalające na weryfikację tego faktu. Trzeba też uważać, bo jeżeli bateria została rzeczywiście uszkodzona, to może grozić pożarem nawet do 48 godzin po kolizji/wypadku. 

[JM] Podsumowując - nie boisz się rynku wtórnego aut elektrycznych?

[MB] Nie boję się. Co więcej - uważam, że to jest bardzo dobry pomysł dla osób, które chcą spróbować swojej przygody z samochodem elektrycznym, na przykład jako drugim w rodzinie czy w domu. 

 

Całą rozmowę w formie video, możecie obejrzeć poniżej: